<film> Ethnic Notions - Marlon Riggs

Agnieszka Graff

KILKA UWAG O AMERYKAŃSKIM RASIZMIE –

Wstęp do filmu „Ethnic Notions” autorstwa Marlona Riggsa,


Ethnic Notions to film dokumentalny z 1987 roku autorstwa afroamerykańskiego poety, reżysera i gejowskiego aktywisty Marlona Riggsa. Nazwisko Riggsa, zmarłego w 1994 roku na AIDS, kojarzone jest dziś w Stanach głównie z burzliwą debatą o możliwości cenzurowania dzieł sztuki, wywołaną w 1991 roku jego filmem Tongues Untied –produkcją video poświęconą ulicznej subkulturze czarnych gejów, bardzo odważną zarówno w warstwie wizualnej jak i językowej. Ethnic Notions takich emocji nie wzbudził. Jest to z założenia film edukacyjny, łagodnie perswazyjny raczej niż nastawiony na szokowanie odbiorcy. Riggs nakręcił go na zamówienie telewizji publicznej, film doczekal się prestiżowej nagrody Emmy i licznych pozytywnych recenzji. Pokazuje się go do dziś na amerykańskich uczelniach, a także na szkoleniach dotyczących uprzedzień rasowych i międzykulturowych.

Dokument Riggsa przedstawia historię rasistowskich stereotypów w filmie, ikonografii, kulturze popularnej. Okazuje się, że w Polsce - gdzie panuje dość wyidealizowany obraz Ameryki a oskarżenia o rasizm traktowane są często z przymrużeniem oka jako przejaw nadwrażliwości, czy spadek po PRL-owskiej propagandzie antyamerykańskiej – jest to opowieść szokująca. Tak w każdym razie odbierają Ethnic Notions studenci OSA. Rzecz w tym, że film stawia tezę, iż rasizm jest dla kultury amerykańskiej spoiwem, kluczową treścią. Owszem, jest także „patologią” – ale patologią głęboko wpisaną w logikę amerykańskiej mentalności. Rasizm to nieprzepracowana spuścizna po niewolnictwie – a raczej po sposobach w jaki niewolnictwo usprawiedliwiało białe Południe przed Wojną Secesyjną.

RASIZM A IDEAŁY AMERYKAŃSKIEJ DEMOKRACJI

 

Riggs pokazuje klocki, które składają się na popularny obraz „Murzyna” – uzupełniające się wzajemnie i zmieniające w czasie rasistowskie karykatury, uwiecznione w disneyowskich kreskówkach, komediach, zabawkach, kiczowatych figurkach i puszkach na ciasteczka. Cały ten zestaw obrazków i przekonań ma do spełnienia pewną funkcję: służy usprawiedliwieniu wykluczenia czarnej ludności z amerykańskiej demokracji.


Riggs powtarza w nowoczesny sposób – poprzez wizualizację – tezę Gunnara Myrdala, szweckiego ekonomisty i socjologa, który w 1942 roku opublikował słynną książkę o kwestii rasowej w USA pt. The American Dilemma. Myrdal twierdził, iż rasistowskie uprzedzenia – o niższości intelektualnej, infantylizmie, służalczości, życiowej niezaradności i lenistwie itp. rzekomych „wrodzonych cechach” czarnych mieszkańcow USA – są w Stanach wszechobecne, i stanowią rodzaj uporczywie powtarzanego dogmatu. Zarówno Myrdal jak i Riggs stawiają naiwne z pozoru pytanie: po co Amerykanom tak wyrafinowane usprawiedliwenie ekonomicznego i politycznego wykluczenia? Skąd przymus powtarzania tezy o niższości i „udowadniania” jej za pomocą „nauki”? Czy do utrzymania systemu opresji nie wystarczyłaby po prostu niechęć i kategoria „obcości”? Po co ideologia rasy, oparta najpierw na przesłankach biblijnych, później na Darwinizmie, wreszcie na pomiarach „inteligencji”?


Teza Myrdala, stanowiąca odpowiedź na to naiwne pytanie warta jest przytoczenia:

Dogmat o rasowej nierówności można uznać za dziwaczny owoc epoki Oświecenia. Brzemienne w skutki słowo RASA ma przecież nie więcej niż 200 lat. Ideologia oparta na biologii była potrzebna po to, by intelektualnie wyjaśnić, a także moralnie usprawiedliwić, istnienie niewolnictwa w społeczeństwie, które z wielką emfazą odwołuje się do nienaruszalnych praw jednostki, wolności i równych szans, traktując te zasady jako najwyższe wartości.(…) Z punktu widzenia, uprzedzenia rasowe okazują się reakcją obronną Amerykanów, którzy bronią się w ten sposób przed siłą własnych, najbardziej umiłowanych ideałów.


Innymi słowy, Myrdal i Riggs nie traktują rasizmu po prostu jako systemu błędnych przekonań na temat czarnych mieszkańców USA. Widzą w nim raczej pewną spójną ideologię, która pozwala białym załagodzić pewną bolesną sprzeczność, czy jakby powiedział psycholog społeczny – pewien dysonans poznawczy. Chodzi mianowicie o przepaść, jaka dzieli ideały zapisane w Deklaracji Niepodległości i Konstytucji (egalitaryzm, indywidualizm, prawo do starania o własne szczęście) z rzeczywistością jaką jest sytuacja Afroamerykanów. Rzeczywistość ta miała kolejne etapy: od niewolnictwa, poprzez nieudaną próbę wprowadzenia zasad równośći politycznej w epoce Rekonstrukcji, poprzez epokę linczów, segregację rasową, i wreszcie sytuację obecną – równości w prawie i głębokiego wyklucznia ekonomicznego.


Epoka segregacji rasowej minęła bezpowrotnie – zakończyło ją ustawodawstwo z lat 50tych i 60tych, wymuszone przez potężny ruch protestu jakim był Ruch Praw Obywatelskich. Koniec segregacji nie jest jednak ani końcem stereotypów rasowych ani nierówności ekonomicznej. W amerykańskiej debacie publicznej przewija się termin „residential segregation” – segreagacji mieszkaniowej. Każdy, kto odwiedził Stany, zobaczył białe przedmieścia i czarne, zdemolowane, a często wypalone centra miast, albo słyszał o panice spowodowanej spadkiem cen w białych dzielnicach do których wprowadza się jedna czy dwie czarne rodziny, wie o czym mowa.


Bezrobocie wśród dorosłych białych latem 2007 wynosiło 4.2%; wśród czarnych – 7.7%. Poziom ubóstwa w 2005 dla całej populacji wyniósł 12.6%, a wśród Afroamerykanów - 24.9%. Średnie zarobki roczne w 2004 r. w przypadku białych mężczyzn to $42,601; czarnych - $31,732 (74.5%); zarobki białych kobiet wynosiły średnio nieco więcej niż czarnych mężczyzn ($32,683) a czarne kobiety zarabiały $29,145 (68.4% zarobków bialych mężczyzn). Oszczędności na starość i ubezpieczenia posiada 43% białych gospodarstw domowych a tylko 18 % czarnych; 40% białych i zaledwie 22% czarnych obywateli USA posiada ubezpiecznei na życie. Różnice ekonomiczne w Stanach nadal w znacznym stopniu pokrywają się z podziałami rasowymi.

 

RASIZM JAKO FUNKCJA ZBIOROWEJ NIEPAMIĘCI

 

Dysproporcje ekonomiczne mają kapitalne znaczenie w kraju, gdzie sukces życiowy jednostki – bardziej niż gdzie indziej – mierzy się zawartością portfela. Amerykanie wierzą głęboko, że człowiek ma to, na co sobie w życiu zapracował, a nierówności ekonomiczne odzwierciedlają różnice w inteligencji, ambicji, wysiłku. Tymczasem los Afroamerykanow jako zbiorowości jest jawnym zaprzeczeniem merytokracji, czarni Amerykanie dziedziczą bowiem spuściznę niewolnictwa. Praca ich przodkow nie przekłada się na dobrobyt - przeciwnie, stanowi piętno. Wszystkie inne mniejszości etniczne to imigranci lub potomkowie imigrantów, którzy przybyli tu z własnej woli, gnani nadzieją, wiarą w Amerykańskie marzenie. Tymczasem Afroamerykanie są ofiarami Ameryki. Ten fakt jest trudny do pogodzenia z przekonaniem, że Stany to kraina „wielkiej szansy” dla każdego.

Ideologia rasistowska nie jest zatem „błędem” do wyjaśnienia, ale wynikiem pewnego historycznego uwikłania, którego skutki widać do dziś. Współczesny rasizm to w znacznym stopniu efekt zaprzeczenia, wstydu, wysiłku włożoniego w zbiorową niepamięć. Niewolnictwo stanowi element historii ich kraju, o której biali Amerykanie chętnie by zapomnieli. Historyk Eric Foner twierdzi, że w przypadku tego właśnie tematu istniejej największa przepaść między badaniami naukowymi a świadomością zbiorową, tym co można określić mianem „historii publicznej”, zapisanej w muzeach, pomnikach, przekazywanej na lekcjach historii. Turyści odwiedzający plantacje na Południu Stanów nadal otrzymują lukrowany obraz życia niewolników. Spośród setek pomników ofiar Wojny Secesyjnej zaledwie kilka odnotowuje fakt, że walczylo w niej – po stronie Unii – 200 tys. czarnych żołnierzy. W Waszyngtonie wybudowano ogromne muzeum Holocaustu, ale nie ma muzeum niewolnictwa. W Liverpoolu i Nantes, Europejskich miastach portowych, które zawdzięczają swe bogactwo handlowi niewolnikami zorganizowano wystawy muzealne na temat niewolnictwa, ale Nowy Jork nigdy tego nie zrobił.


Kwestia rasowa stanowi klucz do zbiorowej nieświadomości Amerykanów – ta myśl pojawia się raz po raz w dziełach literackich i esejach najwybitniejszych twórcow. Faulkner nazywał niewolnictwo „przekleństwem” dla białych mieszkańcow południa – logika grzechu, który spada na kolejne pokolenia przenika niemal wszystkie jego powieści. Rasizm to u Faulknera choroba duszy, niszcząca siła, która sieje spustoszenie i niszczy relacje międzyludzkie.

Wielu czarnych intelektualistów pisało też o piętnie a nawet „hańbie”, jaka wiaże się ze statusem potomka niewolników w kraju który stawia „wolność” ponad wszystko inne. W kluczowej scenie powieści „The Autobiography of an Ex-Colored Man” Jamesa Weldona Johnsona (1912), bohater doznaje głębokiego wstrząsu będąc świadkiem brutalnego linczu: „Poczułem jak zalewa mnie wielka fala upokorzenia i wstydu. Wstydu, że należę do rasy, którą można traktować w ten sposób; wstydu za mój kraj, wspaniały wzór demokracji dla całego świata, że oto jest on jedynym cywilizowanym krajem (…) w którym można żywcem spalić człowieka. Moje serce spłynęło goryczą”.


Paradoksalnie jednak – jak pokazuje film Riggsa – w rasizmie chodzi bardziej o białych niż o czarnych. Zdaniem Toni Morrison rasizm stanowi nieświadomość kultury amerykańskiej, klucz do amerykańskiej tożsamości. Czerń to Inne wobec, którego określa się to, co Nasze. Złoty sen o Ameryce funkcjonuje dzięki czerni, którą ustawiono w roli przeciwieństwa. Pragnienie wolności pierwszych osadników powstawało w sytuacji ucisku i głębokich nierówności społecznych, marzenie o bogactwie rodziło się w nędzy, a amerykanska wspólnota i tożsamość od zawsze boryka się z różnorodnością. Dla ukojenia tych lękow i sprzeczności potrzebny był zatem wyrazisty kontrast – Inny, o który wiadomo na pewno że nie jest wolny, i nie ma własności. Kolejni imigranci – bez znajomości języka, bez grosza przy duszy -- mogli się poczuć Amerykanami w chwili gdy uczyli się pogardy do czarnych. Obraz Murzyna sfabrykował zatem Biały Człowiek – zdradzając przy okazji coś istotnego o sobie samym, o własnym niepokoju, lęku, niestabilności a także o tym, o czym kultura amerykańska bardzo pragnie zapomnieć.


Przed Morrison podobne tezy stawiali wybitni pisarze Afroamerykanscy lat 50tych i 60tych, m.in. James Baldwin i Ralph Ellison. Ten ostatni, autor słynnej powieści „Niewidzialny” (1952), pisał w jednym z esejów, że czarny, żyjąc w USA często „doświadcza uczucia, że nie istnieje wcale w realnym świecie. Ma raczej wrażenie, że funkcjonuje jako fantom w mrocznej fantazji białego amerykańskiego umysłu – fantom, który ten biały umysł wciąż bezskutecznie, za pomocą subtelnych lub brutalnych metod, usiłuje zmusić do spoczynku.” Ta właśnie myśl stanowi oś filmu Marlona Riggsa – rasizm nie mówi nam nic istotnego o czarnych, których dotyczą jego dogmaty, wiele natomiast mówi nam o niepokojach, lękach i poczuciu winy białych.

 

SPECYFIKA AMERYKAŃSKIEGO RASIZMU: KTO JEST CZARNY?

 

Rasim zmieniał się w czasie i Ethnic Notions z wielką pieczołowitością odnotowuje te zmiany. W okresie niewolnictwa w kulturze popularnej dominował wesoły wujaszek Sambo i rubaszna Mammy – mieli stanowić dowód, że niewolnictwo jest dla czarnych idealnym systemem. Po Wojnie Secesyjnej i zniesieniu niewolnictwa – czyli w okresie linczów ktore stanowiły odpowiedź południa na próby wprowadzenia pełni praw obywatelskich dla czarnych mieszkańcow pojawił się Czarny Brutal – świetne usprawiedliwenie dla działalności KuKluxKlanu. Nieco inne obrazy towarzyszyly segregacji, inne wreszcie funkcjonują współcześnie. Zanim zobaczymy wszystkie te postacie w akcji, warto jednak zadać pytanie podstawowe: kto jest w Stanach „czarny”? Albo inaczej: jak bardzo czarnym trzeba być, by zostać za „czarnego” uznanym? W sensie biologicznym „rasa” jest czystą fikcją – nie istnieje genetyczna granica między rasami. Istnieje ona jednak w zbiorowej wyobraźni – a w swoim czasie także w prawie – i trzeba zrozumieć źródła i logikę tego podziału, by w pełni docenić film Riggsa.


Specyfika amerykańskiego rasizmu polega na ścisłym binaryzmie podziału rasowego – linię okeśla tzw. zasada „jednej kropli krwi”, niespotykana nigdzie indziej. W Stanach jest się albo w 100% białym, albo jest się czarnym. Nie dotyczy to rzecz jasna żadnej innej grupy etnicznej – mając pra-pradzadka Polaka, Hiszpana czy Chińczyka, Amerykanin nie staje się przez to Polakiem, Hiszpanem czy Chińczykiem (choć bywa, że wspomni o swoich „korzeniach”). Z czernią jest inaczej.


Zasada „jednej kropli” stanowi spuściznę po niewolnictwie, kiedy to dziedziczenie statusu niewolnika po matce pełniło funkcję ochrony własności. Właściciele niewolników mogli – a nawet musieli – swoje „mieszane” potomstwo traktować po prostu jako część dobytku; dziedziczenie mulata po białym ojcu nie wchodziło w grę. Oczywiście dzieci urodzonej w ten sposób Mulatki i kolejnego białego mężczyzny także były niewolnikami i tak dalej, aż do ucieczki na Północ lub zniesienia niewolnictwa. Zasada „jednej kropli” okazała się brzemienna w skutkach w kolejnych epokach i jest istotna do dziś. W systemie segregacji rasowej jaki wykształcił się na przełomie XIX i XX wieku linia koloru dzieliła ludzi na dwie kategorie – nie było kategorii pośredniej (istniała ona np. w RPA za apartheidu). W sensie prawnym klamka zapadła w wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Plessy v. Ferguson (1896). Wyrok ten usankcjonował prawnie system segregacji rasowej, który de facto już funkcjonował na Południu. Ważna było jednak przyzwolenie Północy, by byle stany niewolnicze same „radziły sobie” z „problemem Murzyńskim”. Sąd ogłosił wówczas słynną zasadę „separate but equal”, godząc się na osobne szkoły, wagony kolejowe, poczekalnie, itp. ale przy okazji określił także, kto jest czarnym. Uznano, że jest nim każdy, kto ma jakichkolwiek czarnych przodków.


Skutkiem ubocznym tej zasady stało się (zwłaszcza w latach 20tych) zjawisko „passing”. Jest to sytuacja, w której osoba biała z wyglądu ale w sensie prawnym czarna, „przechodzi” na białą stronę „linii koloru”, zacierając prawdę o swoim pochodzeniu i zrywając więzi z krewnymi. Opowieści o takim „udawaniu” białego są częstym wątkiem literatury amerykańskiej – jednym z ostatnich przykładów jest powieść „Ludzka Skaza” Philipa Rotha (i film na jej podstawie z Anthony Hopkinsem w roli głównej). W amerykańskim imaginarium rasistowskim poczytne miejsce zajmuje lęk, że ktoś „podszywa się” pod białego, lub, co gorsza, że sam zainteresowany, nic o tym nie wiedząc, jest bezwiednym oszustem rasowym, ofiarą „przejścia”, którego dopuścił się jakiś jego przodek. Mechanizm obsesyjnej podejrzliwości przypomina nieco wątek „rozpoznawalności” i „ujawniania” jaki towarzyszy antysemityzmowi w Polsce.

 

KWESTIA PŁCI – WZAJEMNE UWIKŁANIE STEREOTYPÓW

 

Jednym z najciekawszych wątków filmu Riggsa jest wzajemne nakładanie się się stereotypów rasowych z tymi, które dotyczą płci i seksualności. Film pokazuje, że mity rasowe to projekcje w ogromnym stopniu nasycone treściami seksualnymi. Czarny mężczyzna to albo symboliczny kastrat, albo super-samiec, gwałciciel obdarzony potężnym przyrodzeniem. Z kolei czarna kobieta to albo aseksualna Niania (Mammy), w turbanie, całkowicie oddana swym białym wychowankom i nie dbająca o własną rodzinę (znamy ją świetnie z Przeminęło z Wiatrem), albo lubieżna dziwka, Jezebel, zawsze i wszędzie gotowa na seks, i jej bliska krewna Saphire. Szczególnie inetersująca – bo z pozoru sympatyczna – wydaje się postać aseksualnej czarnej Niani. Wizerunek ten nie ma nic wspólnego z rzeczywistością – aseksualność stereotypu to próba załagodzenia niepokoju i bezradności białych kobiet niewolniczego Południa, których mężowie niemal na ich oczach wykorzystywali seksualnie czarne służące. Na plantacjach wśród czarnych dzieci dorastali synowie i córki własnych właścicieli – oczywiście także jako niewolnicy.

Rasizm tradycyjnie służył usprawiedliwianiu seksualnej eksploatacji czarnych kobiet, a także zapobieganiu „mieszania ras” w przeciwnym kierunku. Związek między białą kobietą a czarnym mężczyzną w wyobraźni rasistowskiej jest zawsze wynikiem gwałtu, stanowi katastrofę, zamach na cywilizację. Chodzi tu oczywiście również o kontrolę białych kobiet. Figura niewinnej i bezbronnej białej kobiety nabiera szczególnego znaczenia dopiero zestawieniu ze stereotypem „czarnego gwałciciela” - lubieżnego i gwałtownego. Obraz ten uzupełnia postać owładniętego słusznym gniewem białego mężczyzny – jego rasizm okazuje się szlachetnym obowiązkiem, bo chodzi o ratowanie kobiecej niewinności. W Ethnic Notions ta opowieść zostaje zilustrowana słynną sceną pościgu z rasistowskiego filmu Narodziny Narodu Griffitha.


Postacie z rasistowkiego melodramatu przewijają się przez literaturę amerykańską, film, a także kulturę popularną, a narosłe wokół rasy i płci lęki i obsesje uwalniają się tam przy okazji głośnych zabójstw i skandali polityczno-obyczajowych. Najsłynniejszy przykład takiego wydarzenia to bestialskie zamordowanie w Mississippi w 1955 r. czarnego czternastolatka, Emmetta Tilla (jego przewinieniem było to, iż prawdopodobnie zagwizdał na białą kobietę). (UWAGA: SZCZYT ASYMILACJI – narracja w której córka białych rodzicow przyprowadza do domu czarnego narzeczonego a rodzice to akceptują – scena z filmu „Guess who is coming to dinner”)


Kultura Amerykańska nie jest pod tym względem wyjątkowa. Nakładanie się treści związanych z płcią i seksualnością ze stereotypami rasowymi i etnicznymi jest zjawiskiem świetnie udokumentowanym w rozmaitych kontekstach kulturowych, a w ostatnich latach podejmowanym także przez polskie badaczki. Joanna Tokarska-Bakir opisała na przykład, jak w średniowiecznej Europie krzyżowały się przesady i uprzedzenia dotyczące Żydów i Czarownic, dając w efekcie ludowe wyobrażenia o menstruacji żydowskich mężczyzn, czy o obrzezaniu jako kastracji. Jednak amerykańskie obsesje dotyczące płci i rasy wydają się szczególnie wyraziste. Film Riggsa pokazuje siłę tych fantazji, ich historyczną ewolucję, a także stopień w jakim przetrwały do dnia dzisiejszego.


W moim wprowadzeniu pominęłam sterotypy dotyczące dzieci – figurę „pickaninny” występującą zwykle w towarzystwie małp, aligatorów a często – jak się przekonamy – z ćwiartką arbuza w dłoni. Film pokazuje dobitnie, jak w rasistowskiej wyobraźni odczłowieczono czarne dzieci, uwalniając się od resztek empatii. Powiem tylko jedno: stereotypy podróżują po świecie. Po obejrzeniu filmu Riggsa nie da się wrócić do niewinnego wierszyka o „Murzynku Bambo” bez dreszczu wstydu i zażenowania.


Myrdal, „Racial Beliefs in America” in: Theories of Race and Racism, 91. UWAGA- wszystkie cytaty w przekładzie AG
(http://www.bls.gov/news.release/empsit.t02.htmBureau of Labor Statistics, Table A-2. Employment status of the civilian population by race, sex, and age)

(za: HYPERLINK "http://www.infoplease" www.infoplease; Source: U.S. Census Bureau, Current Population Survey, 2005 Annual Social and Economic Supplement.)

(dane Federal Reserve Board’s Survey of Consumer Finance za: HYPERLINK "http://www.cbpp.org/1-18-06socsec.htm" http://www.cbpp.org/1-18-06socsec.htm)

Eric Foner, Who Owns History?Rethinking the Past in a Changing World. New York: Hill and Wang, 2002, xii-xiii.
Jamesa Weldon Johnson, The Autobiography of an Ex-Colored Man, New York: Penguin, 137.
Morrison, Playing in the Dark.
Shadow and Act, 304.


Patrz też: Patricia Turner, Ceramic Uncles & Celluloid Mammies. Black Images and Their Influence on Culture. Charlottesville: University of Virginia Press, 1994.
Joanna Tokarska Bakir, ‘Ganz Andere?’ Żyd jako czarownica i czarownica jako Żyd w polskich i obcych źródłach etnograficznych, czyli jak czytać protokoły przesłuchań, „ResPublica Nowa” n. 155, sierpień 2001, s. 19.


w załącznikach:
tekst w formacie *.doc
lista dialogowa (eng)
AttachmentSize
A.Graff_RASIZM-wyklad.doc71 KB
A.Graff_Ethnic_Notions_Transcript.doc119.5 KB