Feministyczne podsumowanie 2007 roku

Bożena Chołuj @ stopfanatykom.blox.pl

 

Miniony rok w Polsce był dla mnie dość jednostajny, może dlatego, że zarówno rząd jak i mass media pracowały głównie biało-czarnymi kolorami. Nikt nie starał się o głębszą refleksję nad problematycznymi obszarami, których w tym kraju jest bez liku. W artykułach, wywiadach, audycjach telewizyjnych czy radiowych , podobnie z resztą jak w polityce, polaryzowano w zasadzie tylko stanowiska. To ciągłe okopywanie się w oddzielnych piaskownicach polityków i polityczek, dziennikarzy i dziennikarek, przedstawicieli różnych środowisk zawodowych jak również ludzi na co dzień, pogłębiło polską niemoc do wspólnych debat. A bez nich nie mogły się dokonać żadne trwałe przemiany w życiu społecznym.

Mimo to dwa wydarzenia zaliczyłabym do bardzo ważnych, chociaż nie wynikły one z woli politycznej w tym kraju, tylko raczej z błędów i partyjnych potyczek. Zaistniały one w obszarze polityki płci, jakby na przekór ogromnej niechęci wszystkich elit rządzących wobec zagadnienia praw kobiet i równości. Był to po pierwsze proces przeciw Polsce, który w Strasburgu wygrała Alicja Tysiąc, po drugie zaskarżenie wysoko postawionych polityków za wykorzystywanie seksualne swoich podwładnych pracownic.
Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Alicji Tysiąc pokazał jednoznacznie, że kobiety w Polsce nie są skazane na dowolne i bezprawne decyzje lekarzy i szpitali, że prawo musi być respektowane także w stosunku do nich. Reakcje polskich władz na tę przegraną były poniżej wszelkiej godności. Zadziwiające było też milczenie mediów. Na Zachodzie powstawałyby filmy dokumentalne, szeroko zakrojone dyskusje ze specjalistami prawa, akcje pomocy dla pani Tysiąc, nawet zaangażowałyby się kościoły, żeby wspomóc pokrzywdzoną kobietę i jej rodzinę. W Polsce natomiast informacja o wyroku pojawiała się w prasie tylko na zasadzie newsa. Telewizja pokazała Alicję Tysiąc w ramach show, do jakiego publiczność już zdołała się przyzwyczaić, dając widzom przyzwolenie na ocenę postawy bohaterki programu. Czasami odnosi się wrażenie, że w tym kraju nic nie daje tak dużej satysfakcji, jak ferowanie wyroków i negatywna ocena tych, którzy rzuceni są na pożarcie mas. Mimo negatywnego nastawienia do wyroku w sprawie Alicji Tysiąc Polska musi zapłacić 25 tysięcy euro za złamanie wobec niej prawa, jaką była odmowa aborcji. Przez przypadek samo nazwisko Alicji mówi za tysiące kobiet, w dosłownym i symbolicznym znaczeniu, wskazuje na ich podobne losy w borykaniu się z ustawą antyaborcyjną.
Może zaskarżenie szpitala, który odmówił wykonania aborcji i wymusił narodziny drugiego silnie obciążonego genetycznie dziecka w rodzinie Wojnarowskich i wyrok skazujący szpital na wypłacenie im odszkodowania i comiesięcznej renty dla dziecka stały się dzięki sprawie Alicji Tysiąc w ogóle możliwe.
Drugie wydarzenie o podobnym znaczeniu dla polityki wobec kobiet, to wspomniane zaskarżenie polityków wysokiej rangi o wykorzystywanie seksualne. Bohaterstwo Anety Krawczyk i innych kobiet w zeznawaniu przeciwko posłowi Łyżwińskiemu i liderowi partyjnemu Lepperowi było przeogromne, szczególnie w kraju, gdzie seksualność człowieka najchętniej schowałoby się w najciemniejszy i najbrudniejszy kąt. Według mojej opinii nieważne jest, że sprawa ta została ujawniona tylko po to, aby pozbyć się niewygodnego koalicjanta, jakim był Lepper i jego partia . Fakt zaistniał medialnie, mimo że mass media zaczęły się rozpisywać na ten temat dopiero, kiedy wymyślono efektowne hasło „seksafery”, i kiedy zwalczanie Samoobrony zaczęło być w cenie. Dziś jesteśmy informowani tylko półsłówkami o tym, jak wysokie będą wyroki. Żadne z tych mediów nie prowadzi dyskusji na temat seksu i środowisk politycznych, na temat molestowania w pracy, na uniwersytetach, jakby problem ten nie istniał. Ale mimo niechęci do myślenia o tych zagadnieniach, to zaskarżenie powstrzyma, być może przynajmniej na jakiś czas, polityków przed podobnymi czynami, a kobietom rozwiąże usta, kiedy im się zdarzy coś tak okropnego jak wykorzystanie seksualne.
Było jednak jeszcze trzecie wydarzenie, ale o zupełnie innym znaczeniu. Właściwie trudno je nazwać nawet wydarzeniem, bo w zasadzie należy do codzienności sądów, jakie odbywają się nad kobietami, które targnęły się na życie własnego dziecka. Mam na myśli krótką informację w wiadomościach radiowych, której nikt później nie odwołał i nie powtórzył, nie było też sprostowania, a i w internecie nie ma po niej śladu, mimo to, że była szokująca. Donosiła o wyroku skazującym osiemnastoletnią dziewczynę za porzucenie dziecka aż na 15 lat więzienia. Milczenie wokół sprawy po raz kolejny wskazuje na społeczne przyzwolenie na to, aby nie pociągać mężczyzn do odpowiedzialności za niechciane dzieci. Przerażający wyrok i przerażająca cisza po tej wiadomości..... Skazywanie matek za zabójstwo, porzucenie czy zaniedbanie niemowląt dokonuje się w Polsce bez echa wzburzenia czy refleksji nad tym, co należałoby zrobić, żeby takie zjawiska nie miały miejsca. W końcu żyjemy w kraju, w którym podobno rodzi się mało dzieci, gdzie chętnie krzyczymy: wszystkie dzieci są nasze, bo od nich zależy nasza przyszłość. Inaczej zachowujemy się w momencie tragedii, nawet wcześniej, w czasie, kiedy problem dopiero narasta. Wtedy nie ma nikogo, widzi się tylko matkę, i tylko ją obarcza się zadaniem akceptacji i wychowania dziecka, którego nie chce ojciec, nie chce jej otoczenie i wreszcie, którego ona sama nie chce. Nie prowadzi się dochodzenia w sprawie ojca, dalej jest to tylko ktoś, kto „zrobił dzieciaka” i sobie poszedł, rozpłynął się w świadomości społecznej i co gorsza sądowej, i nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje dziecko. Mężczyźnie wolno nawet jako mężowi powiedzieć, iż nie zauważył, że jego żona była wielokrotnie w ciąży, jak to się stało niedawno w procesie o zabójstwo i ukrycie w beczkach kilku noworodków. Z jednej strony prawnie chce się kobietom zakazać aborcji, jakby w tej sprawie nie potrafiły same sensownie decydować, z drugiej obarcza się je wyłączną odpowiedzialnością za to, co robią z dzieckiem po jego urodzeniu. Zatem jak to jest, są zdolne do odpowiedzialności czy nie są? W internecie aż roi się od wiadomości o tym, co złego zrobiły matki swoim dzieciom, a o ojcach panuje jakby zmowa milczenia, chyba że akurat zostanie przyłapany na gorącym uczynku, kiedy sam zabija, molestuje czy bije do nieprzytomności. Kiedy rozmawiam na ten temat z ludźmi, często pada odpowiedź, że trudno znaleźć mężczyzn odpowiedzialnych za ojcostwo niechcianych dzieci. Nie sądzę, że jest trudno, po prostu się nie szuka, a na pewno nie szuka się tak intensywnie, jak za kradzież drogocennych rzeczy i pieniędzy. Dopóki mężczyźni nie będą ponosić takiej samej odpowiedzialności za dzieci, do jakiej pociąga się tylko kobiety, nie będziemy mogli mówić, że żyjemy w kraju ludzi równych wobec prawa.
Informacja o wyroku, która tylko na moment zaistniała w przestrzeni medialnej, była dla mnie strasznym wydarzeniem roku 2007. Mimo swej ulotności jest znacząca, pokazuje ogrom niezałatwionych spraw wielu kobiet, których dzieci społeczeństwo odrzuca. Najpierw zmusza się kobiety do likwidacji problemu ich własnymi rękami, a później się je za to karze w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, w przekonaniu, że każdym kolejnym wyrokiem zastraszy się inne kobiety i zmusi je, aby za wszelką cenę wychowały swoje dzieci dla nas, dla naszej przyszłości.
Bilans tych wydarzeń jest w zasadzie zerowy i taki pozostanie, jak długo rząd Polski nie odważy się na podjęcie starań o rzeczywistą równościową politykę płci. I chyba się nie odważy....

 

Bożena Chołuj
źródło: http://stopfanatykom.blox.pl/2008/01/Feministyczne-podsumowanie-2007...

Répondre

  • Les lignes et les paragraphes vont à la ligne automatiquement.
  • Les adresses de pages web et de messagerie électronique sont transformées en liens automatiquement.

Plus d'informations sur les options de formatage

CAPTCHA
This question is for testing whether you are a human visitor and to prevent automated spam submissions.